I Puchar Przyjaciół Białej Przemszy

Łukasz Drążewski, 01.07.2010
20 czerwca z samego rana na miejscu zbiórki Pierwszego Pucharu Przyjaciół Białej Przemszy w Sławkowie zgromadziło się 16 zawodników. Okazało się, że rzeka ma wielu przyjaciół z różnych stron Polski. Niektórzy przyjechali do nas nawet z Lubelszczyzny.

 

 

O godzinie ósmej wszyscy ruszyli brzegami Białej Przemszy próbować łowić pstrągi. Niedługo po rozpoczęciu łowienia pogoda zrobiła się typowo wędkarska – zaczął padać deszcz. Powoli godzina po godzinie deszcz przybierał na intensywności, a do organizatorów i sędziów zaczęły dochodzić informacje o dobrych braniach. Co prawda w większości łowione były ryby niewielkie, niewymiarowe, ale dawało to nadzieję, że te większe również dadzą się złowić.
W tak zwanym międzyczasie został rozpalony grill i zawodnicy mogli zrobić sobie przerwę na kiełbaskę i gorącą kawę lub herbatę. Niektórzy zaraz po wzmocnieniu rozpoczynali łowienie przy miejscu zbiórki i niejednokrotnie łowili ryby w obecności sędziów.

 

 

Zawodnicy, którzy złowili ryby o wymiarze powyżej 30 cm, przekazywali ich zdjęcia z miarką komisji sędziowskiej. Sędziowie na tej podstawie zaliczali ryby do punktacji. Dlatego każda złowiona ryba wróciła z powrotem do rzeki. Zasadą „No kill” na zawodach chcieliśmy pokazać, że można łowić ryby dla zabawy, dla sportu, a nie z przeznaczeniem tylko i wyłącznie do konsumpcji. Na wielu łowiskach za granicą, dzięki stosowaniu ograniczonej presji wędkarskiej i wprowadzeniu do regulaminu tej zasady, złowienie ryby nie jest problemem. Nie są również przypadkiem połowy ryb dużych, rekordowych! Coraz więcej takich łowisk powstaje również w Polsce i choć jest to na razie kropla w morzu, chcemy również propagować łowienie bez zabijania. Chcemy, żeby na Białej Przemszy zasada „No kill” była czymś naturalnym, a najlepiej, żeby została wpisana do regulaminu jako zasada obowiązująca.Sędziowie byli zawiedzeni doniesieniami jednego z zawodników, że zerwał rybę życia. Później nagrodzili go jako największego pechowca zawodów. Był to Paweł Mochocki, który w swojej miejscówce, gdzie złowił już ponad pięćdziesięciocentymetrowego pstrąga, poprowadził sprawdzonego woblera po sprawdzonym torze i w miejscu, gdzie należało się tego spodziewać miał potężne branie, którego niestety nie wytrzymała żyłka.

 

Pierwszy Puchar Przyjaciół Białej Przemszy łowiąc dwa pstrągi tęczowe wygrał Tomek Kozak z Częstochowy. Drugie miejsce zajął Piotrek Opalony z Jaworzna, który przedstawił sędziom dwa zdjęcia – potokowca i tęczaka. Trzecie miejsce przypadło Grześkowi Piętce ze Sławkowa, który uratował honor muszkarzy, łowiąc tęczaka. Specjalne wyróżnienie za rybę zawodów otrzymał, łowiąc jedynego wymiarowego potokowca, Piotr Opalony.

 

 

W tym miejscu pragnę złożyć wielkie podziękowania dla sponsorów naszego pierwszego Pucharu. Dzięki szczodrości firm: JAXON, SALMO, SPENT Jacek Olsiński, WOBLERY KRAKUSKI Zbigniew Prałat, FLYSPORT, zwycięzcy jak i wszyscy uczestnicy zawodów otrzymali wspaniałe nagrody i upominki. Tym samym fundusze zgromadzone z opłaty startowej będą mogły być przeznaczone w dużej części na zakup ikry pstrąga potokowego do inkubatorów.

 

Mam nadzieję, że kolejny Puchar Przyjaciół Białej Przemszy zgromadzi jeszcze więcej Przyjaciół, że będzie jeszcze bardziej rybny i że wpisze się na stałe w kalendarz imprez wędkarskich wielu kolegów po kiju.


Do zobaczenia za rok!

Zobacz również:
Galeria zdjęć I Pucharu Przyjaciół Białej Przemszy

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Zostaw swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *