04.09.2010.
Sławków 12°C
English German Polish JoomlaWatch Stats 1.2.9 by Matej Koval
Łupanie na Łupawie - historia spisana subiektywnie
Wędkarstwo
Wpisał: Grzegorz Piętka   
20.07.2010.

Wyjazd zaplanowaliśmy jeszcze w grudniu ub.roku, czerwiec to odliczanie dni w kalendarzu. 23 czerwca start, wesoły autobus wyruszył z Olkusza. Nie powiem, podróż upłynęła szybko, nawet można by rzec, zbyt szybko, stanowiła wartość samą w sobie. Brzuchy od śmiechu bolały.


Za szofera robił tym razem Krzysiu, ktoś musiał. Ja wsiadłem  w Sławkowie w Sosnowcu do wozu wsiada Tomek jak się  później okazało zdobywca przydomka egzekutor oraz Piotr zwany majowym.

Wieczorem jesteśmy na miejscu. Wizyta po licencje u strażnika łowiska p. Józefa.  Chwila gadki i emocje podkręcone. Pan Józef melduje nam o kabanach 60cm, ba... nawet większych. No tak, trele morele, sceptycznie myślę sobie, 60 to miały w ubiegłym roku jak odwiedzałem kilkakrotnie łowisko i co dalej rosną, nic tylko promocja i marketing.  A niech tam, niech wyobraźnia pracuje przecież trzeba mieć swojego króliczka.

Jesteśmy w domku. Baza jest wspaniała, normalnie samotnia. Siedzimy na tarasie. Do wody tyle że gdyby nie chabazie to rolką by zapodał. Dni najdłuższe w roku. Pytam załogę w sumie znając odpowiedz - kto da rade łowić cały dzień nie zaniedbując świtu i zmierzchu. Ręka w górze majowego, wymowne spojrzenie i riposta – co to za pytanie. Piotrek utwierdza mnie w przekonaniu że morale jest wysokie. Ale plan musimy mieć, więc planujemy dobry plan. Co do realizacji... no cóż, przynajmniej nie zarzucimy sobie że się nie staraliśmy.   

Mamy wstawać rano, no bardzo wcześnie rano, właściwie nad ranem  mówiąc wprost mamy wstawać w środku nocy o trzeciej  i łowić do śniadania. Po śniadaniu kręcenie much na ciepło. Południe i wczesne godziny popołudniowe mamy przesypiać. Szybki obiad i łowienie. Tyle plan. Jak się później okazało najgorzej nam wychodziła część z odpoczynkiem. Ze spaniem ciężko, majowy ciągle nawija, egzekutor tworząc równowagę w przyrodzie - milczy.

Dzień pierwszy startujemy. Lampa taka, chaber na niebie, wieje że czapki zrywa z głów. Gdyby nie plan, o sobie myśląc powiem że niektórzy by nie łowili. Ale ryby są i dają się złowić.

 

 

 

 

Dzień drugi.

Rano nie ma lampy, jest mgła jest wilgotno. Zdecydowanie wędkarski ranek. Robimy z młodym odcinek spinningowy. Biorę korbę do ręki.  Młody jest na korepetycjach. Łowimy  obrotówkami, mamy wypunktować wszystkie aktywne kropki. Drobne pstrągi są wszędzie, melduje się też lipek, młody nic nie mówi. Zakładam sierściucha na główce jigowej. Dalej ryby wybornie atakują, łowię również lipienia na jiga, łowię korbą a frajda nie najgorsza, młody gdzieś się stracił. Później okazało że wiary w jiga mu zabrakło. Wróciła mu po obejrzeniu foty z  50tką.

Jest tak pięknie że może być tylko lepiej. Chłopaki dzwonią przed 8mą że śniadanie będzie i kawa już czeka. To do nich nie podobne. Za wcześnie. O co chodzi pytam sam siebie. Wiem że są twardsi ode mnie, determinacje maja chyba z promocji 3w1. W słuchawce słyszę echy i achy, dalej Krzysiu dokładne wypunktowuje ile, gdzie w którym miejscu i na co. Są już spełnieni, po prostu już połowili.

 

Luzik... Zgodnie z planem,odpoczynek. Majowy wytrzymuje tak odpoczywać może do 10tej. Bierze kija i tylego widzimy. Koło południa wpada rozbuchany i nawija nieskładnie o rybach, że tui że tam a szczególnie pod ścianą. Później okazało się że każdy do ściany twarzą zwrócony  w skupieniu swoje ryby mógł wystać. Skłuliśmy wspólnie wiele, oj wiele ryb w tym miejscu skłuliśmy.


 

 

Dzień trzeci.

Lampa, słońce świeci bez zmian tylko dmucha bardziej. Nikt rozsądny by się na ryby nie wybrał. No ale co nam po rozsądku jak ryby są wszędzie. Po prostu łowimy.

 

Tomek od tego momentu zwany Egzekutor. To jego pierwszy dzień z muchówką w ręku, pierwszy większy pstrąg i od razu z 5tką z przodu, złowiony na suchą muchę, na gremlina*… Tomkowi nawet powieka nie drgnęła, wyprany z emocji ;)

 

Dzień czwarty.

Słonecznie, ładnie i ciepło, jak wczoraj, wiaterek ze wschodu, nie bardzo na ryby. Pobudka, dzwon majowego nie zawiódł, a dzwon majowy miał tęgi, strach się kłaść do spania było. Robimy górny odcinek. Robimy za dużo powiedziane, łapiemy klimat, tak nam się podoba że spacerujemy w dół rzeki, kontemplujemy okoliczności.


Wieczorem, ostatnie łowienie w towarzystwie ekipy że się tak wyrażę administracyjnej. Z Arturem i synem z Bytowa staramy się złowić ostatnie lipienie. Zbyszek zapodaje celne wskazówki do Krzyśka uskuteczniając próbę wyjęcia namierzonego kabana.

Ognisko kiełbaski, napitki, rozmowy i śmiechy, wszystko to za krótko, wszystko za szybko się działo. 

 

Dzień Piąty.

Wracamy. Nic się nie dzieje. Jest cisza, nawet majowy jest turn off. Skupiony, sam ze sobą i myślami. Pewnie podaje gremlina* gdzieś pod nawis drzew pod ścianą płaczu, a może holuje kolejnego 40taka, a może...  któż to wie… 

Okoliczności przyrody, towarzystwo, radość i zabawa, wędkarska satysfakcja i spełnienie, takie słowa przychodzą mi ma myśl jeśli myślą o odcinku Łupawy pod opieką Koła Trzy Rzeki. Na miejscu jest wszystko co potrzeba, nie znaleźliśmy słabych punktów, wszystko przemyślane i zrobione pod wędkujących gości. No może zabrakło automatu ze sztucznymi muchami. Zgłosiliśmy to niedopatrzenie opiekunom łowiska. Ponoć pracują już nad tematem.

Mało jest takich miejsc w naszym kraju, gdzie wędkarz może poczuć się na łowisku spełniony, gdzie wszystko co się wokół niego dzieje, wszystko co sprawia mu frajdę i satysfakcję jest wynikiem pomysłów oraz pracy wąskiej grupy wędkarzy. Trudno to opowiedzieć, przecież zawsze to będzie opowieść subiektywna. Trudno pokazać, zawsze to będzie kadr i chwila uchwycona i zapamiętana przez relacjonującego. Jednak każdy kto poszukuję klimatów i magii  czerwonej kropki ma wspaniałe miejsce do odwiedzenia. Ten odcinek Łupawy to  wspaniała alternatywa w stosunku do najlepszych OS-ów i łowisk podkarpackich. Jest wiele pięknych miejsc w naszym kraju, wiele urokliwych i wspaniałych rzek ale niewiele z nich ma tą kropkę, czerwoną kropkę nad i. Ta kropka to pstrągi i ich ilość, to czyni różnice. To wspaniałe, zadbane i przemyślane łowisko, z dala od zgiełku w ciszy w malowniczej scenerii, łowisko wypełnione pstrągami i lipieniami.

 

Sprawdźcie sami.

*gremlin - sucha mucha typu Goddard  w fazie przed strzyżeniem

 


 

 
następny artykuł »

Komentarze

You must javascript enabled to use this form

Dobry tekst.

Napisał Kamil Mazur, dzień 08/21/2010 o 13:04

super zdjęcia Łupawy i nie tylko!

Napisał Łukasz, dzień 07/22/2010 o 13:24

Z relacji juz wiem jak wyglada dobra woda pstragowa. Stad pytanie do jej uczestnikow . Ile czasu potrzeba, zeby wdrozyc takie cos na BP i czy potrzebna jest do tego zmiana Zarzadu PZW Katowice??

Napisał Bronislaw Nocon, dzień 07/22/2010 o 10:52

Super artykuł,wspaniali ludzie,piękne widoki łowisko pełne ryb i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

Napisał Piotr Opalony, dzień 07/22/2010 o 10:10

 1 
Strona 1 z 1 ( 4 Komentarze )

Ostatnio dodane...





    Nowy post na forum O:Odłowy gospodarcze napisał Majowy
    Nowy post na forum O:Odłowy gospodarcze napisał pitfish
    Nowy post na forum O:Odłowy gospodarcze napisał wojtek